UWAGA! Ten epizod możesz również znaleźć na naszym kanale na YT

Stanisław Brzostowski: Byłem kupcem Bazaru Różyckiego.

Prowadzący: Nie może być! To niech Pan opowie o tym!

S.B.: Ja nie byłem rejestrowanym kupcem ale byłem, no.

P: Co to znaczy, że był Pan nierejestrowanym kupcem?

S.B.: Wszystko na dotyk robiłem, żeby nie płacić podatków, żeby nie bogacić PRL-owców. I to mi się udało.

P.: A w jakich latach był Pan tam na tym bazarze obecny jako sprzedawca?

S.B.: Ja wiem? 45-ty… no od początku, bo z Kercelaka z tymi byłem w obozie, to mnie wprowadzili tam, tego. Najważniejsza to była ta gra w 3 karty. Co ja mogę powiedzieć na ten temat? Jak to wszystko wyglądało? Więc tam była obstawa, jak grali w te 3 karty, i był taki Tadzio Drukarz, niskiego wzrostu, bokserek – mistrzostwo Warszawy miał, taki tego – a miał ojczyma takiego, który miał prawie 2 metry wzrostu, a on był wzrostu mojego. No i jak tam jakaś była sprzeczka, przy tych kartach, i tak dalej, to on zza pleców wyskakiwał, prawy prosty, lewy prosty i facet leży i schował się za niego nie wiadomo kto. I widziałem taki moment, grają w karty i stawia facet na kartę, a jakiś ten z tych mówi: „to nie tą kartę!”. Jak go trachnął  go o słup – śmierć na miejscu, nie wiadomo kto i co. Byłem obecny.

P: Czyli Bazar Różyckiego był niebezpiecznym miejscem?

S.B.: Gdzie się Pan ustrzeże od złodzieja! Nic się nie przewidzi.

P.: A Pan zajmował się handlem czym dokładnie, tam, na bazarze?

S.B.: Odzieżą. Wojnickiego ubrałem w jesionkę, Łapickiego, jego wnuczka, także ja tam… Wiecha, no.

P: Wiecha?

S.B.: Tak!

P: Ale to co, miał Pan kontakt osobisty z Wiechem?

S.B.: No ode mnie kupił 2 pary spodni, no. A tam w tę kratę, co występował Dymsza, to też ode mnie kupił. Ubranie, które miało odbić się od tych wszystkich. I, co najważniejsze, w filmie Pętla Fijewski kupił ode mnie… specjalna jesionka, nikt nie chciał kupić, z futrzanym tym, tego. I jak raz do filmu pasowała mu ta jesionka. Tak pasowała na niego i on występował i kupił. I pamiętam co: zapłacił mi 150, a wystawiłem cenę 450. 300 złotych…

P: A on dostał zwrot za ten zakup?

S.B.: No tak, za ten zakup, bo mu rachunek wystawiłem.

P: A skąd Pan wziął te…

S.B.: Normalnie napływało to na Podhale. Tam całymi pakami, górale się strasznie dorabiały, no.

P: Czy były obławy? Czy był Pan świadkiem obławy, bo tu jedna pani opowiadała na przykład o niejakim Gagarinie?

S.B.: A no tak, był Gagarin taki, on był w randze sierżanta.

P: Kto to był?

S.B.: Znaczy to był dzielnicowy, z tego…

P: No z tego obszaru Ząbkowska-Brzeska?

S.B.: Za cerkwią, na Cyryla, no.

P: Jaki on miał związek z bazarem, kim on był?

S.B.: Czy on był dzielnicowym, czy nie, na to nie odpowiem. No bo innych dzielnicowych to znałem, a ten Gagarin, to… strasznie był dowcipny, łapał ludzi, obojętnie, prowadzał, bez przerwy, wyskakiwał, taki był niewłaściwy. Ale jeszcze jeden był dzielnicowy. No i te babki, co nosiły herbatę, tam tego, też strasznie ganiał. No, między innymi taka staruszka, przyniosła tę herbatkę, ja tam wiem, 10 butelek może, no. Dobra ta herbata była, dobrze parzyła. No i trafiła na tego dzielnicowego i ten łobuz jej powylewał tą herbatę. No ale odwdzięczyli mu się. Więcej na bazar nie przyszedł.

P: Co zrobili?

S.P.: Do końca życia na wózku sobie jeździł. Połamali go tak, że ledwo go uratowali.

P: Jak rozumiem, no, ferajna z Pragi.

S.B.: No a kto!