This is additional content area. Learn more
Stanisław Borkowski: Pamiętam któregoś razu Niemcy zajechali, wie pani, to było chyba w niedzielę, piękna pogoda, śliczna! Niemcy zajechali na Wał, bo to przy Wale Miedzeszyńskim, naprzeciwko ulicy… przy moście niedaleko… Walecznych, naprzeciwko Walecznych, tamta przystań stała, zacumowana. No i jak Niemcy przyjechali, zrobili obławę, wie pani, tymi… To wszystkich, to była godzina chyba 10:00, to wszystkich tych ludzi do brzegu, czy to na kajakach… No więc ja pamiętam, taki młody chłopak byłem, ale dosyć silny, taki już… cieplutko było… my tam mieszkaliśmy, to rano jak się, to były wakacje, to wie pani, jak się rano wstało, to chlup od razu do wody, tu się wytego, orzeźwił się i wszystko w porządku. Matka tam jakąś, ugotowała jakąś jajecznicę albo… przeważnie to ryby, bo wie pani, tych ryb, to wie pani, takie kiełbiki ja pamiętam, że potrafiłem przez dzień to cały kubeł nałapać, tak z 10 kg tych ryb. Tak nauczyłem się tak szybko skrobać, matka w mąkę trochę, chleba nie było, ale same te ryby się, w mące smażone takie, jadło. No i miałem taki, ojciec specjalnie dla mnie zrobił taki mały, pojedynczy kajeczek. Nieduży, taki zwrotny bardzo. I akurat tak podpłynęłem sobie do brzegu, to do tej przystani, i jakiś chłopak z jakąś dziewczyną, skoczyli do tej łódki i : „Szybko! Na drugą stronę!” żeby ich przewozić na drugą stronę. Wie pani, jak ich przewoziłem na drugą stronę, a tu Niemcy : „Zuruck! Zuruck!” przez te ten, wie panie, no niektórzy, tych ubrań, w tej szatni wisiało tyle, no ludzie na wodzie byli, część leżała na tych piachach na tej plaży, no to Niemcy ich tam otoczyli, zgromadzili, wszystko, te budy takie stały, no to takie wie pani, budy takie do przewożenia towarów, ale ludzi tam ładowali w to! Na razie nikogo nie ładowali, tylko otoczyli, kazali im siedzieć, nie ruszać się w ogóle, z karabinami tylko obstawili. Część próbowała uciekać w te krzaki tam takie, w te zarośla, no to zabili parę osób, no strzelili. No i ja przepływałem na drugą stronę, no trzeba tak trochę pod prąd to nie tak się płynie naprzeciwko tylko trzeba wiedzieć jak, no ale ponieważ silny chłopak ja byłem i tak… i słyszę tylko na tym, na mostku tam strzały z karabinu maszynowego: (trach, trach, trach!) Trzy! Tylko słyszę: świst, świst, świst w wodę! Z prawej strony, koło mnie, tak. No nic. Zmobilizowany taki, wie pani, jakoś siły mi jakoś przybyły, na drugą stronę na Ludną ulicę! Kilka razy zaczęli do mnie strzelać, do nas, no bo byliśmy po prostu według nich niezdyscyplinowani, wszyscy wrócili do brzegu, a my nie! No więc, oni żadnych łódek nie mieli, tylko te tuby. A kto nie chciał, no to strzelali też, ale było tak dużo tych kajaków na wodzie, bo nie tylko nasze, bo jeszcze inne przystanie były, gdzie też wynajmowali kajaki, no więc tam, też do nich tam strzelali jakoś. No więc jak, jak, wiem, że po tym wszystkim to zabrakło parę kajaków, bo widocznie tych ludzi pozabijali i ci ludzie, no nieżywi na tych, zaczęli spływać na tych… tą wodą i gdzieś tam popłynęli z prądem, no już nie wrócili. Tych kajaków to ze sześć na czterdzieści kilka to… ze sześć nie wróciło. A jak ja wysadziłem ich po tamtej stronie to tam był właśnie taki, ci piaskarze wyrzucali ten piasek i stąd takie były schodki, takie kaskady, wyrzucali ten piasek na dół, później z tego i wyżej i jeszcze wyżej i później furmanki wywoziły ten piach tam gdzieś do budowy. I tam był utopiony statek „Bajka”, przedwojenny statek pasażerski, bardzo ładny i tylko pełno tych blach z wody wystawało takich, no więc ja ten kajak tam wciągnęłem do środka i jak wciągałem to tylko słyszałem jak, bo tam musiałem wyjść na te blachy, żeby ten kajak tam wciągnąć, schować się w te blachy się tam schowałem, pod w tą wodę… ale cieplutko było, to wie pani, schowałem się i miałem piękne pole do obserwacji co się dookoła dzieje, więc popatrzyłem na ten most, widzę na tych nóżkach postawiony ten karabin maszynowy i tam od czasu do czasu jakąś serię tam strzelają i w kierunku nawet do mnie i też po tych blachach, wie pani, wtedy te rykoszety jakoś odbijały się o te blachy, no więc głowę wsadziłem jak najgłębiej, nawet tak zasłoniłem, żeby mnie z mostu nie było widać. No i widzę jak Ci Niemcy tak tych wszystkich… już Ci ludzie tam do brzegu, niektórzy podpływali, niektóre płynęły tam poniżej mostu gdzieś tam w dół, popłynęło wszystko. No i dopiero się zaczęła ,wie pani, strzelanina. Jaka tam masakra się zrobiła jak tych ludzi, wie pani, bo jak zaczęli ich prowadzić tam na te budy, do tych bud, żeby ich tam wywieźć, to wszystko tam w te krzaki! Bo to tam sporo tych krzaków było, z resztą tak jak i dzisiaj jest zakrzaczone tymi krzakami. Więc zaczęli uciekać Ci ludzie, to oni zaczęli z tych karabinów strzelać i tych ludzi nazabijali! Tych, co żywi byli, to kazali im tych ludzi za ręce, za nogi i na te, do tych samochodów wrzucać, a później samych tych zabrali wszystkich i wywieźli. A ja cały czas tam siedzę w tej, tego… a ojciec mnie obserwował cały czas, wiedział gdzie ja jestem, i jak już to właściwie się skończyło, wyszedł na dach tego, tego, tej budy całej: „Chodź już!” a ja z resztą widziałem, że te samochody mostem Poniatowskiego w kierunku Warszawy wszystko jedzie, już zniknęły z tego Wału Miedzeszyńskiego, wszystko na most, pojechało. Więc jak pojechało, no to ojciec nas zawołał, wsiadł do tego, jak przypłynęłem, jak wyszedłem na ten, ten na tą drogę, tam gdzie tych ludzi tam pozabijali – makabra! Tyle krwi! Much! Bo ta krew już się zsiadła, bo to było gorąco tak! Ale to już była godzina czwarta-piąta, to też było ciepło. No to wie pani, no to takie makabryczne przeżycie miałem.
