UWAGA! Ten epizod możesz również znaleźć na naszym kanale na YT

Alicja Wielgoławska: Z koleżankami byłyśmy bardzo zżyte. Chodziłyśmy do parku Paderewskiego, albo Skaryszewskiego. Grałyśmy w piłkę, chodziłyśmy do mieszkań koleżanek. Mamy nam dawały jeść, no była idylla i sielanka! Także aż wstyd się przyznać – nie zdawałyśmy sobie sprawy, że gdzieś tam wre wojna. Jedynie pamiętam był ogromne, niespokojny czas kiedy rodzice mówili przyciszonymi głosami o nocy w Wawrze – był taki kiedyś, pierwsze chyba egzekucje jakie, jakie nastały po 39’ roku, to była ta noc w Wawrze, gdzie wyciągnęli mężczyzn i rozstrzelali czy coś. Nie zdawałam sobie jeszcze wtedy sprawy, że to tak wygląda wojna, bo rodzice strzegli nas. Myśmy się zajmowały właśnie głupstwami. Czasami chodziliśmy na wagary, do parku Paderewskiego, także – tak jak powiedziałam – była to sielanka. Natomiast muszę powiedzieć kiedy ja zaczęłam dojrzewać patrząc na wojnę, patrząc na wojnę. Ogromnie ojciec mnie kochał i ja jego, to najważniejsze było dla mnie przywitać ojca na ulicy przed naszym domem i wprowadzić go do mieszkania, codziennie. I przypomniałam sobie niedawno rzecz wtedy straszną, ale dla mnie dopiero wtedy ona stała się straszna jak to sama zobaczyłam. Po drugiej stronie ulicy mieszkała „piękna Lola” – nazywała się ta dziewczyna, może miała z 16 lat? Już była taka dorosła i miała chłopaka. I ona miała piękne, długie, blond warkocze i chodzili ulicą. I ja już zaczęłam ją, od swojej strony ulicy, podglądać jak ona z tym chłopakiem chodzi, jak się żegna przed bramą, naprzeciwko mieszkała. I ta Lola, wiem, że Lola, bo jeszcze ona tam często wołał: „Lola! No to cześć!” – „No to cześć!” Myślę sobie: „Lola. Jakie to ładne imię!” Ona była dla mnie tak piękna! I stale na nią patrzyłam. I właśnie pewnego dnia, kiedy czekałam na ojca, zobaczyłam, że podjeżdża fura przed ten dom, zaczęli znosić tam jakieś rupiecie, takie stare meble czy coś, jakieś pakunki, toboły, a ta Lola stała z tym swoim chłopakiem, strasznie się tak obejmowali i bardzo płakała. Myślę sobie : „Co się stało?” bo zawsze się całowali… on ją obejmuję, tam ją głaszcze po głowie, obejmuje, ona płacze. I to było… z tych tobołków na tej furze, woła ją ojciec: „Lola! Lola! Szybko!” i ona pobiegła, on został i jeszcze jej machał ręką i został i odjechali. I z drugiej strony, od strony Kępnej, bo Jagiellońska z jednej strony mieszkaliśmy blisko Kępnej, z drugiej strony Brukowa była, teraz Kłopotowskiego się ta ulica nazywa, i ja taka podniecona mówię: „Tata, czy Ty wiesz, że wyprowadza się nam Lola? Ja już jej nie zobaczę! Gdzie ona może jechać?” A ojciec tak spojrzał za tą furą, która tak odjeżdżała tam wzdłuż Brukowej i mówi: „Lola odjeżdża do getta”. Ja nie wiedziałam co to jest getto. Do tego stopnia! Ja mówię: „Jak to? Dlaczego nie jest z nami tu?” i wtedy mówi: „Chodźmy do domu, to ci opowiem”. To było pierwsze, pierwsze moje przeżycie okupacyjne, właściwie, które dotknęło jakby mnie. Bo ojciec mi opowiedział co to jest getto, dlaczego oni… a poza tym ona w ogóle nie wyglądała na… Żydówkę! To wiedziałam, że to jest jednak straszna rzecz, ta… raz, że nam zabrali mieszkanie, zbombardowali, teraz Lolę mi zabierają. I drugi moment bardzo, bardzo też taki dramatyczny to miałam pieska – jamniczka takiego jak mam teraz. I ten piesek nazywał się Gogo i to był mój ukochany, ulubiony… nie lalki, nie zabawki, nie jakiś… tylko po szkole to był tata i Gogo! I z tym Gogiem wychodziłam wcześniej na smyczy i ten Gogo zaczął szczekać na jednego Niemca, który szedł naprzeciwko, w oficerkach i dopadł do niego, do oficerek, ja go tam ciągnęłam na smyczy, ale to nic nie dało. Niemiec wyjął pistolet i w moich oczach tego Goga zastrzelił. Ja strasznie zaczęłam płakać, zlękłam się ogromnie, uciekłam, bo to było przed domem moim i to było dla mnie znowu ogromne przeżycie. I dzisiaj mam znowu jamniczka na pamięć tamtego, bardzo wiele myśli zostawiłam… Tak w moim pojęciu dziecięcym nie powinni się zachowywać Niemcy. No, a potem stała się tragedia na tej Jagiellońskiej, to były trzy moje właściwie tragedie i najczarniejsza, była ta, że straciłam ojca, bo, bo Niemcy go namierzyli gdzieś tam i go aresztowali, zabrali na Szucha, też matka przede mną… brat był starszy, to on więcej wiedział. Bardzo torturowali, bardzo, bardzo był, właściwie już się nie nadawał do żadnych tam przesłuchań i oddali go matce, chyba na kilka dni przed śmiercią jego. I on umarł w szpitalu Przemieniania Pańskiego, tam na Pradze. Matka wcześniej jeszcze nas zabrała mnie i brata do szpitala, ojciec już nas nie poznał, powiedziała: „Chodźcie, pożegnajcie się z ojcem”, nie wiedziałam dlaczego pożegnać… Chroniła nas jednak matka i została sama i wtedy i wtedy… zrozumiałam, że to jednak nie zabawy z piłką i nie park i nie koleżanki chodzące do siebie i pijące tam, ciasteczka jedzące, pijące kawę… tylko właśnie ta, ta tragiczna noc i dnie podczas okupacji. Matka mnie zabrała mnie wtedy. To był rok 41’. Zabrała mnie wtedy z tej Pragi.