This is additional content area. Learn more
UWAGA! Ten epizod możesz również znaleźć na naszym kanale na YT
Maria Tryczyńska: No ze szkoły mnie wyrzucili. No, prawie wyrzucili, bo wyrzucili to potem za politykę, ale za właśnie takie różne rzeczy. Na przykład na czwartym piętrze, na ulicy Klonowej – ty była szkoła Żmichowskiej, do której wróciłam po powrocie do Warszawy – weszłam… Wyszłam przez okno na ten gzyms, który jest pod oknem – naprzeciwko była drukarnia – z sali gimnastycznej po to, żeby zaskoczyć dyrektorkę, która zresztą przeze mnie była potem zwolniona, zaglądając przez okno z zewnątrz – czwarte piętro było i tam tylko taki gzyms pod oknem – żeby, no, zdziwiła się, co ja robię na zewnątrz. Ale nie zauważyłam, że cała ta drukarnia była w oknie, a ja byłam w krótkich tych, no tak jak na gimnastyce człowiek jest ubrany, a ta dyrektorka, zresztą bardzo kochany i dobry człowiek, była starą panną, więc bardzo zwracała uwagę na takie rzeczy. No więc z jednej strony strach, co ja tam za tym oknem robię i że za chwilę zlecę, a dwa – no jak ja mogę pokazać się, to jest dobra szkoła, z nazwiskiem i tak dalej.
Prowadzący: Wywołała Pani skandal!
M.T.: Skandal! I takie różne inne rzeczy. Tak że takich rzeczy dużo.
P: Ale nie, to niech Pani jeszcze kilka opowie, to są szalenie ciekawe!
M.T.: No co, na przykład. Jak wróciliśmy do Warszawy, nie mieliśmy swojej szkoły. Uczyliśmy się po południu u Rejtana, który był na ulicy Rakowieckiej, róg Wiśniowej. I.. Już było ciemno, przy świetle. Ja wiedziałam dokładnie, które korki są do której klasy, czyli jak to zrobić, żeby te korki wykręcić. Więc jak ktoś miał klasówkę i nie bardzo chciał mieć, to zwracali się do mnie, ja wykręcałam odpowiedni korek i potem już domyślali się, że ktoś im robi. To jak u nas była klasówka, to zrobiłam w ten sposób, że mokrą bibułę włożyłam pod żarówkę. Czyli, zaczyna się klasówka, ja siedzę w klasie, czyli już nie mogło być na mnie, i w pewnym momencie światło gaśnie, no bo ta mokra ta – tylko że ja to już wiedziałam – wyschła, no i wyłączyła światło. No więc, powiedzmy, to z takich rzeczy, że człowiek zastosował swoją jakąś tam wiedzę czy inteligencję do tego, żeby coś zrobić. Poza tym nauczyłam się wchodzić przez taki właz na dach, a po drugiej stronie tej szkoły na Rejtana to byli ci, co twój ojciec wykładał.
Dariusz Tryczyński: Kadeci.
M.T.: Kadeci! I z Irką, właśnie z tą dziewczyną ze Szwajcarii, z Kaczorowską, no… Lusterka, alfabetem Morse’a, no bo alfabet Morse’a i oni znali, i myśmy znali…
D.T.: Zajączki się nazywało.
M.T.: …pod kominem… Zajączki, tak. Pod kominem żeśmy siadały i żeśmy sobie flirtowały na odległość no. Poza tym prosiłyśmy, żeby nas woźny czy woźna, już nie pamiętam, jak była wywiadówka, zamknął w klasie sąsiedniej, żeby można było podsłuchać, co oni tam o nas mówią, ci nauczyciele. Ale i ona się dobrze uczyła, i ja, więc nie było to takie ważne, no ale były dziewczyny, którym tam zagrażało coś, więc ważne było, żeby mieć wiadomości. No i tam żeśmy podsłuchały całą wywiadówkę (śmiech) a najgorsze było to, że Irka, której… Często jej się w emocjonalnych historiach chciało siusiu zrobić. Jak tu zrobić siusiu? Więc otworzyłyśmy okno i tam z góry ona za… Siusiając za oknem jakoś, jakoś.. No takie no, rzeczy, trochę śmieszne, trochę trudne. Co jeszcze z takich psot? No nie wiem, tego były bardzo dużo. Aha, założyła się z nami, że na środku Placu Unii – wtedy bardzo dużo ludzi chodziło po ulicach, bo w tej chwili bardzo mało chodzi – że na środku Placu Unii, tam ten plac był, ona na oczach wszystkich, w samo południe, zrobi siusiu tak, że nikt nie będzie widział.
P: Udało się?
M.T: Tak! Oczywiście! Ale wtedy modne były te spódnice takie szerokie, bo była taka moda, i ona sobie w tej spódnicy kucnęła, niby że but jakiś wiąże czy coś, i zrobiła siusiu.
