Zbigniew Djaczko: Na Grochowie, przy Wiatracznej to była taka knajpa Zagłoba. No taka raczej pijacka knajpa. To tam, też tam bywałem. Nie powiem, że wylewałem za kołnierz. Wódka mi kiedyś nie smakowała, teraz mi bardziej smakuje niż wtedy.

Prowadząca: Pamięta Pan może jakieś zabawne historie z Zagłoby, z tych czasów?

ZB: No, pamiętam byłem tam ze szwagrem. A szwagier był tym, dźwigał ciężary, i przez jakiś czas był w kadrze juniorów gimnastyków. No wiesz, robienie tak zwanej rozpietki na tych kółkach to jest niezmiernie trudno i tam. I jakiś tam szwagier, to jeszcze siostra była, ale oni nie byli małżeństwem jeszcze. I ten jakiś tam facet, tam chodziliśmy do szatni, i jakiś tam facet zaczął tam, nie wiem, szarpać czy coś takiego. A szwagier miał to kopyto. Jak uderzył go, tego faceta, tutaj tak pod szczękę, to lada był w tej szatni, to ten facet przez ta ladę na drugą stronę, wiesz, poleciał tam, pac. Szwagier spokojnie wziął płaszcz i mówi: wychodzimy. Ja mówię: a tamten? Chyba wstanie.