Pan Zbigniew Djaczko: Kobiety starały się nie wychodzić wieczorami, były wypadki gwałtu. Najbardziej to było smutne, to rześmy widzieli jak Warszawa płonie, jak tam trwa powstanie bo to jeszcze był wrzesień, a dopiero 2 października Bór-Komorowski poddał powstanie. No i tak żeśmy czekali kiedy nam przyjdą z pomocą.

Na to żeśmy liczyli. No ale niestety, poza tym, że, no tutaj Berlinga chyba źle odbierają, generał Berling zorganizował tą przeprawę Kościuszkowców na Czerniaków, tylko to było tak, że (to ja już wiem z innych opowiadań); to było tak, że nawet Rosjanie ani nie przygotowali artyleryjską, nie ostrzelali tych pozycji niemieckich na Czerniakowie i nie dali żadnych sprzętów do przeprawy. Dlatego żołnierze tzw.”Kościuszkowcy”, Ludowego Wojska Polskiego pod dowództwem Berlinga, tam na wszystkich tych przystaniach które były po stronie praskiej wyciągali jakieś stare kajaki,jakieś łodzie, które często były podziurawione i na środku Wisły, bo Wisła miała wtedy dość wysoki poziom, tonęli. A Niemcy byli tak wstrzelani w tą Wisłę, wycelowani, że roznieśli. Tylko nieliczni przepłynęli. I między innymi przepłynął, to znam z jego opowiadań, Hubert Szalejko, to to taki mój znajomy, który był majorem, Hubert Szalejko, on w Krakowie w tej chwili mieszka. Przepłynął na drugą stronę, no i tam się ostrzeliwali, tak jakby przewaga była Niemców po drugiej stronie, poza tym ci kościuszkowcy nie potrafili walczyć. Oni na otwartym polu, natomiast no tutaj w tych ruinach nie bardzo sobie dawali radę. I ten Hubert Szalejko poprzez fragmenty Mostu Poniatowskiego który był wysadzony w powietrze, tam chował się na tej przeprawie i wrócił na ten brzeg praski. Uratował się i doszedł do Berlina.