Bohdan Wróblewski: No cóż no z czasów Władysława pamiętam jeszcze jeden taki ciekawy epizodzik – kiedyś wiosną wyszliśmy z panem profesorem Pieniążkiem, taki pan profesor był, który łaciny uczył i uczył… uczył rysunku. On był nieduży, taki malutki, a chłopaki, u Władysława IV były wtedy takie małe drewniane krzesełeczka. Więc myśmy te krzesełeczka wzięli na plecy, bo żeby było na czym siedzieć, bloki pod pachę, no i oczywiście każdy kto miał albo kredki, bo przecież żadnych długopisów, żadnych flamastrów to jeszcze nie było wtedy, no i wyszliśmy nad Wisłę tam do parku Praskiego, jak park Praski jest. Rozsiedliśmy się nad Wisłą i zaczęliśmy rysować. Pan profesor tam czuwał nad tym, robił korekty, a myśmy rysowali wiosnę. Bo to była wiosna. Nie pamiętam która to była, ale w każdym bądź razie jeden z kolegów nieopatrznie zaczął rysować, na Wiśle tam był wojs, taki ten pontonowy most. No a w Polsce Ludowej każdy taki obiekt to był tajny wielce, prawda, i nie wolno było tego robić. Dlatego funkcjonariusz, który szedł na ulicę Ratuszową, bo tam przy Ratuszowej był komisariat policji rzecznej taki, on przez park szedł, zajrzał tam temu koledze co on rysuje i mówi do pana profesora: „A czy pan profesor ma zezwolenie na rysowanie tajnych obiektów?”, pan profesor mówi: „Jak to tak?!”. „No bo tutaj jeden z uczniów rysuje most, jest zakazane rysowanie”. Więc pan profesor mówi: „No ja nie wiedziałem. Poza tym nie wiedziałem, że to jest tajne”, „A panie profesorze, to ja poproszę pana do komisariatu na, celem złożenia wyjaśnień”. A myśmy tak 33 chłopaków było z tymi krzesełkami, z tymi blokami, to byli bardzo często tacy, którzy już byli w armii amerykańskiej, bo to nadrabiali niektórzy te lata wojny, prawda, więc to była cywil banda taka straszna. Więc byli i starsi, młodsi, i mniejsi, prawda, i więksi. Myśmy mrugnęli na siebie, po sobie i powiedzieli: „Idziemy ze starym”. Wzięliśmy te krzesełka na plecy i jak profesor szedł z tym milicjantem, to myśmy z tymi blokami i z tymi szli. Milicjant się odwrócił i mówi: „A wy po co?”, „A my idziemy siedzieć do więzienia z panem profesorem. Mamy krzesełka, będziemy mieli na czym siedzieć”, mówi: „Co wyście, oszaleli?! mówi Wracajcie do szkoły, pan profesor złoży wyjaśnienie”. A my czas mówimy: „Do więzienia idziemy z panem profesorem”. No i im bliżej byliśmy komisariatu, tym, tym milicjant miał głupszą minę, zwłaszcza że jak już byliśmy tam niedaleko, mieliśmy do tego komisariatu, wyszło dwóch jakichś milicjantów po służbie chyba – jak zobaczyli jego z tymi krzesełkami to się zaczęli z niego śmiać! I mówią: „Coś ty całą szkołę aresztował?”, czy coś. A my mówimy: „Tak, idziemy siedzieć do więzienia z panem”, „Przecież do żadnego więzienia! Przecież to…”, no ale po kilku takich utarczkach on machnął ręką a mówi w końcu: „Idźcie w diabły z tym waszym profesorem, tylko żebyście mostu więcej nie rysowali!” i tak żeśmy sprawę załatwili.