Dziwne to było, bo…znaczy dziwne, no – ta szkoła wyglądała trochę inaczej jak teraz, bo tak: problem był mieć buty, problem, problemem było jakieś ciepłe ubranie. Rozpoczęła się zima, mrozy wtedy były bardzo duże. Te zimy były bardzo ciężkie. A ta z czterdziestego czwartego roku na piąty szczególnie jakoś dokuczała. Brak było opału, brak było jedzenia. To była taka wegetacja, takie, takie przeżywanie od do. Także w szkole pamiętam często nam sprawdzali takie, przy…przychodzili i, i trzeba było dane. Kolejno dzieciak stawał i imię ojca, imię matki, kiedy urodzony, adres. Dlaczego, komu to było potrzebne nie wiem. W każdym bądź razie mieliśmy taką koleżankę – tak do dzisiaj to jeszcze pamiętam – Pietruszka się nazywała. I ona wstawała i tak: imię ojca – a to w ogóle taka dziewczynka, która, no mało mówiła, nie bawiła się. No taka…nie była bardzo przez nas tolerowana, bo była taka inna. I jak tam: imię ojca, imię matki – to ona coś tam szeptała i łzy jej zaczynały lecieć. Potem się dowiedzieliśmy, że na jej oczach jej ojca i matkę spalili Niemcy miotaczem płomieni. No co, no to już prawdopodobnie na całe życie w niej zostało. No ale my jako dzieciaki, no nie bardzo to, to, to potrafiliśmy zrozumieć, ogarnąć. W każdym bądź razie, no wszyscy jechali na podobnym wózku. No była jakaś taka powszechna bieda, nawet ci, co mieli tam więcej no to, to tego nie było widać no.