I tak doszliśmy do siedemnastego stycznia, do wyzwolenia Warszawy. Rano zza Wisły – bo Niemcy mieli takie gigantofony to się nazywało – przez które nadawali takie różne propagandowe audycje. Nie było żadnych zakłóceń, przemysłu, nic. Także w zimę głos się niesie, także na Grochowie było słychać dość wyraźnie to, co oni tam po drugiej stronie Wisły nadawali. I tego dnia rano był taki komunikat: „Polacy, opuszczamy Warszawę. Teraz dopiero zobaczycie, na czym polega prawdziwa okupacja sowiecka”. Chyba nadali hymn „Jeszcze Polska nie zginęła…” i jakieś takie dwa wybuchy nastąpiły potem. No i przyszliśmy do szkoły, się okazało, że Warszawa wolna. Pamiętam, że na naszym budynku – tam sąsiadka była taką dyrektorką przedszkola – i Ona miała jakieś takie sprzed wojny jakieś takie, takie tablice z orłami – także tam na tym naszym domu, na każdym balkonie była jakaś taka…takie Orły wisiały, orle flagi. A na tą szkołę popędzili, na Pragę i na ten plac przed Szpitalem Przemienienia Pańskiego tam przy katedrze, przy Floriańskiej. Tam był taki wiec jak gdyby. Znaczy ktoś tam usiłował przemawiać, jakaś ciężarówka…że tu, Armia Czerwona zdobyła Warszawę. A ludzie – no bo tam i dzieciaki ze szkół trafiły – tam było bardzo dużo ludzi. Taki był słoneczny, słoneczny poranek. To się chyba przed południem działo. Było bardzo mroźno. Pamiętam, że jak się coś mówiło, to para leciała, było około dwudziestu stopni, śnieg, mróz i z tego miejsca widać było starówkę. Most Kierbedzia był zawalony i była taka panorama na Stare Miasto. Był koszmarny widok, bo to najgorszy w Warszawie widok jaki właśnie wtedy można było zobaczyć, to ta, ta panorama Starego Miasta. Jeszcze tam się gdzieniegdzie tliło i ten tłum, który tak: zostawił tam rodziny, bliskich, przyjaciół. Nie wiadomo, no tam Warszawa była wymarła, wyglądała strasznie – także ludzie klęczeli na tym śniegu, płakali, modlili się, przeklinali. No koszmarny, koszmarny widok. Długo tam chyba nie byliśmy, no bo te warunki były takie, jakie były. Ale ten widok właśnie mi zapadł w oczy, ten szloch tych ludzi. Z gołymi głowami klęczącymi, płaczącymi.