A, w gazdę graliśmy. Gazda to tak o ścianę się monetą, odbijało monetę od ściany, narysowana była taka baza i kto bliżej tam tę monetę odbił, no to ten wygrywał.
Graliśmy w Zośkę. Zośka – no taki kłębek wełny obciążony ołowianym, jakimś kawałkiem ołowiu. To się podbijało nogą i strzelało tam do przeciwnika. W cymbergaja graliśmy. Cymbergaj to była taka na stole, brało się dwie monety, każdy miał grzebień, w środku był guziczek. No i to…przepisy były takie jak piłka nożna i grało się. No ja ze swoimi dziećmi grywałem potem, fajna zabawa. Czyli tak: Zośka, cymbergaj – to już, no to chyba to co mi się aktualnie przypomina.