Michał Gradowski: Skąd ta kochana kobyła. W owe czasy w stajni gdzie stał mój muł, którym na co dzień pracowałem, stały również dwa konie, które zostały zdjęte z torów wyścigowych, mianowicie dwa wspaniałe zupełnie siwe araby. Goplana, właśnie ona że dziewczyna moja ukochana i Szlem, ogier. I poprosiłem, uprosiłem ponieważ jeżdżenie wierzchem było zawsze moją wielką namiętnością, załatwiłem sobie w dyrekcji, że jak skończę moją pracę i już z rozwożeniem, prawda, i już będzie wszystko, że tak powiem obrobione, mój muł będzie nakarmiony i wyprzęgnięty i w ogóle wszystko będzie okej, to będę mógł sobie wierzchem pojeździć na tych koniach, co też i robiłem bardzo chętnie. I wtedy to właśnie zawiązała się wielka przyjaźń moja z tymi dwoma arabami, a w szczególności z klaczą Goplaną, której jak to bywa z młodymi, a romantycznymi młodymi ludźmi, pukiel włosów z grzywy kiedyś zwinąłem w kłębek i nosiłem na sercu. I niech pani sobie wyobrazi, że mam go po dzień dzisiejszy.