Michał Gradowski: U samego schyłku lat 50-tych, to był chyba 59 rok o ile dobrze pamiętam. Budowane mieszkania tutaj w Warszawie prawobrzeżnej, lewobrzeżnej były mieszkaniami kwaterunkowymi. Kwaterunek dzielił te mieszkania na resorty. Ministerstwo Przemysłu, Ministerstwo Kultury-Śmury, tamata śramtam, dostawało pewne pule mieszkań do, dla swoich pracowników. Przypadek zrządził, że kiedyś ja osobiście, opowiadam o rzeczach , które znam, i znalazłem się jako członek komisji, która takie mieszkania przydzielała. Były to komisje 6-osobowe, gdzie czynnik społeczny tak zwany, czyli związki zawodowe wybierały spośród pracowników 6 ludzi, którzy następnie zbierali od całej załogi podania o mieszkania, każdy miał wyłuszczyć w jakich warunkach mieszka i następnie przydzielano te mieszkania, które dla nas przypadły, przydzielano tym który komisja uznała, że najbardziej się należy. Komisja, która przydzielała mieszkania, której ja byłem członkiem miała do dyspozycji chyba cztery mieszkania, mniejsze, jedno większe, jedno jakieś tam i zbierało podania z opisem jak kto tam żyje i tak dalej. I między innymi pamiętam, że jeden z naszych pracowników złożył podanie mieszkając na Pradze. Było to gdzieś w okolicach, nie skleję pani dzisiaj adresu, ale to było chyba na Stalowej albo na uliczce której bocznej od Stalowej, w tamtym rejonie. Było to duże mieszkanie kilku pokojowe, w których każdy pokój zajmowała oddzielna rodzina, a kuchnia była wspólna. Otóż nasz pracownik mieszkał z rodziną w pokoju dosyć dużym, który był urządzony następująco: w czterech narożnikach pokoju stały cztery łóżka. W każdym z tych łóżek spało po małżeństwie. Na środku pokoju stał duży stół. Na stole spało jedno małżeństwo i pod stołem spało drugie. Razem sześć małżeństw w jednym pokoju. W okolicach ulicy Stalowej. Tak ludzie mieszkali w latach 50-tych jeszcze, nie mówiąc o latach 40-tych.