This is additional content area. Learn more
Dariusz Tryczyński: Bardzo lubiłem oglądać, nie tylko ten co, wspominałem sklep delikatesowy pani Zębowicz, której jakby, jak do nas przyszli goście czy czy jakaś uroczystość była i nie kupiło się jakiejś wędliny czy zachcianka była na coś dobrego to się telefonowało do tego sklepu pani Zębowicz i tam któraś z pracownic, to było blisko w Alejach Jerozolimskich, kawałek dalej, przy Pankiewicza prawie, czyli, a ja tu byłem tu przy Emilii Plater, więc to są odległości małe. No, była drogeria też, która mnie zawsze frapowała, ponieważ tam się, tam gdzie Omega, był szpital, w tym budynku. Te budynki właściwie szczęśliwie ocalały, natomiast zostały podczas powstania zniszczony. To po schodkach się wchodziło takich betonowych i tam były pachnące rozmaite rzeczy, bo oprócz tych mydeł i tak dalej, były rozmaite słodycze, takie w szklanych kulach i słojach były cukierki kolorowe, jakieś przezroczyste, brązowe, złote, różowe, malinki, nie malinki. Zawsze mnie to frapowało dlatego naciągałem, żeby to trochę kupić, żeby rodzice kupili.
Prowadzący: A jakie jeszcze wystawy? Bo z innych źródeł wiem, że były fantastyczne wystawy wówczas, jakieś takie bardzo wyszukane. Czy Pan zapamiętał jakąś wystawę sklepową, która Panu właśnie się szczególnie podobała?
D.T.: No, mnie interesowało wiele wystaw, na przykład interesowały mnie zegarmistrzowskie, gdzie były wystawione na przykład takie duże, w drewnianych skrzynkach zegary, takie z rzymskim tym…. cyferblatem, i które, było napisane, że bardzo dokładny czas podają. I tam rozmaite zegarki też były przy tym zegarze umieszczone, więc się lubiłem przyglądać temu. U Hozera… To tak idąc, powiedzmy, Alejami Jerozolimskimi, u Hozera to znowu rośliny rozmaite, wystawione były i rośliny, i fotografie rozmaitych ciekawych gatunków. No, te wystawy z manekinami, prawda, gdzie ubiory…. Tak sobie myślałem, jak to jest, że prawie jak człowiek, prawda, a nie człowiek, tylko, tylko, tylko to jest sztuczne.
No i……reklamy świetlne i neony wtedy. Neony. Więc na przykład z neonów, świateł, zrobiona była reklama na budynku na Marszałkowskiej, ale ściana była jakby… Widoczna od strony, jak się Alejami Jerozolimskimi skręcało w Marszałkowską, to natrafiało się po prawej ręce, na wysokość trzech-czterech pięter ogromna butelka…. citizano – likiery, koniaki – i ta butelka… Jest kieliszek świetlny, neonowo-żarówkowy chyba, przechyla się butelka pełna, przechyla się powolutku, leje się do, do tego, jak już jest nalane, już w kieliszku jest pełno, butelka wracała, prawda, znowu wszystko gasło i powtarzała się. Czasami potrafiłem stać i patrzeć dłuższy czas na taką reklamę, bo to były te reklamy już ruchome, że, że… Na owe czasy to było wszystko novum. Tak samo jak novum, nie wiem czy to warto wspomnieć, pierwsza sygnalizacja świetlna, na rogu Marszałkowskiej i Alei Jerozolimskich, to ona była gdzieś chyba w ’36 czy ’38 roku, chyba ’38 dopiero. Mianowicie polegało to na tym, że była budka z…. taka, schodki metalowe i był taka kabina oszklona, na której siedział, siedział w środku policjant i miał przed sobą jakąś taką kontrolkę i tą wajchą przekręcał zielone – czerwone, tu się zmieniało, tu się zmieniało. I ludzie nie bardzo jeszcze wiedzieli jak, tam informowali, tłumaczyli.
P: No właśnie, jak ludzie się nauczyli czytać te znaki?!
D.T.: Tak! Nie było… Jeszcze nie było kiedyś żółtego w środku, tylko było czerwone i zielone i dopiero było jeszcze wprowadzono również i żółty kolor, ten kolor, żeby był czas na orientację, że to będzie zmiana.
P: Ale jeszcze Warszawa nocą, bardzo mnie to zainteresowało.
D.T.: Warszawa nocą.
P: I te neony. Jakie jeszcze neony Pan pamięta? Bo na pewno było ich wiele.
D.T.: No oczywiście piwa Żywiec i była restauracja Żywiec na rogu Marszałkowskiej. Ogromne, ogromne właśnie reklamy świetlne. Niektóre właśnie gasnące i zapalające się reklamy wysuwane na takich, takich… Jak w tej chwili, powiedzmy, szyldziki takie, prawda. Tylko, że niektóre to były robione ze szkła, malowane i napisy, ale niektóre były właśnie… Te neony były modne. Różne kolory tych neonów. Różne wystawy sklepowe często były obramowane w taką ramkę.
