Zofia Krajewska: Kino było też tam na Pelcowiznie, takie jakieś obwoźne chyba, nie pamiętam. Ale to były w tych pierwszych latach takich powojennych. Chyba ’46 rok czy ’47. I pamiętam kiedyś poszłam, brat mnie zabrał do kina i wtedy to było straszne, to był straszny film. Ja pamiętam ten film do dzisiaj, bo tam był taki obraz… Nie pamiętam tytułu tego filmu tyko wiem, że ja wtedy dostałam wysokiej gorączki i mama powiedziała, że więcej tam do kina nie pójdziesz. Bo… no to miał być jakiś taki film hmmm wydawało się, że komedia, a to był taki wojenny, straszny film. I pamiętam takie, taką, takie zdjęcie, znaczy fragment tego filmu. Jak na takim stole leży taki złapany przez rosyjskich bojowników, żołnierzy jakiś szpieg niemiecki i oni… na takim stole i oni go tak kroją takim nożem. Takim jakimś takim, nie wiem co to było, w każdym razie to było… ta krew leciała naokoło. To było straszne i ja wtedy zemdlałam. Brat mnie wyniósł, „tylko cicho mamie nic nie mów”. Ale oczywiście mama się dowiedziała. W każdym razie dostałam gorączki, siedziałam w domu kilka dni bo nie mogłam w ogóle do siebie dojść. No i to, znaczy to było tak straszne wrażenie, że ja to do dzisiaj pamiętam. I to do dzisiaj na mnie, skórka się robi. Okropne. Ale później, później na Pragę chodziliśmy do kina. I pamiętam taką czeską komedię, coś tam z szafą było, już nie pamiętam. W każdym razie była od 16 lat. I chłopcy chcieli iść do tego kina ale musieli się mną opiekować. Więc nie mogli mnie zostawić samej w domu więc co zrobili. Założyli mi mamy kapelusz, umalowali mi usta, kazali mi iść w butach na obcasach. Więc pani sobie wyobraża: takie nóżki a taki but. I ja w tych butach na obcasach. Coś mi tam przywiązali gumką te buty chyba do nogi, założyli mi na moje palteczko założyli mi lisa rudego żeby mi tutaj wszystko zakryć, żeby nie było widać. „I ty się nie odzywaj”. Kapelusz tak ściągnięty, ja taka. No a pani się w okienku pyta: „A ta dziewczynka, a ta pani to kto?”, „A to moja starsza siostra” brat powiedział. „A jak ona się nazywa, a ile ma lat?” A brat mówi: „Szesnaście”. Ona tak popatrzyła na mnie i mówi: „Chyba trzeba odjąć z 10”. No ale oni zaczęli prosić, błagać, powiedzieli, że to komedia, że oni nie mogą siostry zostawić bo tam coś. No w końcu zdjęłam ten kapelusz, zdjęłam te buty i pani mnie wpuściła do tego kina. No i na szczęście to była komedia. Ale w każdym bądź razie była zabawa z tym przebraniem niesamowita.