Krystyn Karol Machczyński: No ale jeszcze z tego okresu wojny to jeszcze z takich ciekawszych rzeczy… mówiłem o tej naszej niańce, Jadzi, Jadzia miała na imię, miała ze 20 parę lat. I wtedy było tak, że zaopatrzenia nie było i była taka moda, że się brało wózek dziecinny i się szło koło Radzymina po kartofle. I kupowało się 100kg kartofli w worku i na ten wózek. I na wózku dziecinnym się przyjeżdżało do domu, nie? No to gosposia pchała, ja jako dzieciak tam szedłem koło niej. I raz było tak, że szliśmy i już byliśmy blisko, bo tam gdzieś dochodziliśmy nie wiem, do Szwedzkiej, czy gdzieś, a siedział dwóch Niemców, żołnierzy, takich proszę pana, rozrabiaków i każdemu z wózka zdejmowali jedno koło. Chodzili i jedno kółko. I mieli taką rakietę kółek i się śmieli jak potem na tych 3 kółkach z tym 100kg jak wszyscy idą i „jaAaAa”, nie, takie numery. I kurde jak na złość z tym wózkiem szliśmy, za chwilę dalej już za Szwedzką – łapanka. Oczywiście ten wózek zostawiliśmy z tymi kartoflami, ich to nie interesowało. I na Szwedzką nas zapędzili do jakiejś szkoły i taka duża sala gimnastyczna była. Położyli nas wszystkich i kazali do rana spać. No i myśmy do rana z tą Jadzią przespali. Rano selekcja. Mężczyzn oddzielnie, staruszków oddzielnie, dzieciaków oddzielnie dzielą. No i do mnie, miałem 6 lat wtedy, złapał taki szwab i: „Raus, raus nach Hause!”, „Idź do domu”. A ja widzę, że tam Jadzia jest, która ma 20 parę lat, kurde. Już wtedy jak człowiek myślał… I ja do niego: Ja nie wiem gdzie ja mieszkam! Żeście mnie złapali na ulicy z kartoflami! On nic nie rozumie. Zawołał tego tłumacza: „Co on mówi?!”, ja mówię: Proszę pana, szliśmy z kartoflami, z wózkiem, kółko nam zdjęli tu złapali, gdzieś mam iść do domu ja w ogóle nie wiem gdzie ten dom!, „A z kim ty jesteś? Z kim ty szedłeś?”, ja mówię: „No z niańką, tutaj jest.” „To dawaj ją”. I tą Jadzię dawaj i razem z nią mnie wypuścili. Uratowałem jej życie. Przecież taką 20 paro letnią by do Niemiec gdzieś wzięli do burdelu, czy gdzieś, koniec no. No i z tą Jadzią wróciliśmy. Oczywiście matka sobie rwała włosy z głowy, całą noc nas nie było – poszli po kartofle, nie wrócili, ja ją uratowałem.