This is additional content area. Learn more
Ryszard Szufladowicz: To w czasie tego jak żeśmy przerabiali z historii starożytnej wojny trojańskie, to proszę pani, chłopaki wojny trojańskie na dużej przerwie toczyli. Wie pani na czym polegało? Bardzo fajne i nieszkodliwe! Stawał jeden tu, drugi metr przed nim, kładło się ręce mu na ramiona, rozumie pani, trzeci siadał tu jak na siodle i to był jeden koń i rycerz. I drugi koń i rycerz i też albo trzeci, czwarty i piąty, i myśmy tak naokoło chodzili, i ci tam na górze za łby się ściągali. Rozumie pani? Zabawa była na sto fajerek, bo to się taka wielka kupa z tego czasami robiła. Nikt sobie niczego nie połamał, nikt nie tego. Wrzasków przy tym nie było, kupa śmiechów i wesołości. Naprawdę fajnie tam było. To to sobie zapamiętałem, te wojny trojańskie. Ale wojny trojańskie też miały swój wydźwięk na… w klasach. Duże klasy, u Władka IV są duże, były duże klasy. I wtedy nie było ławek, tylko były pulpity takie. Pulpity obracane, jeszcze nie było ławek, a te piecyki koksowe, opalane koksem były głównie. No to to nie była najpiękniejsza rozrywka, ale stawiało się te pulpity na przerwie na sztorc, nie, i tym koksem chłopaki się naparzali. Oczywiście zanim przyszedł wychowawca czy ktokolwiek to wszystko posprzątane.
