Zdzisław Świerczewski: Uzyskałem świadectwo dojrzałości w 1948 roku. Skończyłem studia w 1952 roku. Rozpocząłem pracę zawodową, awansowałem i w 1967 roku zostałem dyrektorem departamentu w jednym z ministerstw gospodarczych. I wtedy zorganizowano takie szkolenie-instruktaż Centralnej Komisji Planowania, na Placu Trzech Krzyży, na które to szkolenie z ramienia ministerstwa, delegowano mnie. W szkoleniu brali udział także przedstawiciele kierownictw warszawskich zjednoczeń i przedsiębiorstw. Było tam nas, na tym szkoleniu, pewnie ze dwieście osób. Szkolenie odbywało się w kinie, które było na terenie tej Centralnej Komisji Planowania. W czasie przerwy obiadowej, gdy udawaliśmy się do stołówki czy bufetu, nagle ujrzałem mydłka idącego w moim kierunku. Oniemiałem. Mydłek, tu! Ubrany w elegancki garnitur, biała koszula, fryzura jak należy i krawat z gustem dobrany. On również mnie poznał, choć minęło już ponad 20 lat od tego, że użyję pojęć więziennych, naszego ostatniego widzenia. Nie przesadzę, ale padliśmy sobie w objęcia. Co tu robić? Nie pamiętałem jego imienia, a przecież trudno mu było mówić Mydłek. „Długo by opowiadać” odrzekł Mydłek. „Kończy się dziś szkolenie, więc zapraszam cię do knajpy. I tak przy piwie, a też jeśli jesteś pijący, to i przy ćwiartce sobie pogadamy.” Zaproponował. I słowo ciałem się stało. Poszliśmy do knajpy. A oto i opowieść Mydłka w dużym streszczeniu: „Słuchaj no”, mówi do mnie Mydłek, „Wszystko, co ze mną się stało, to twoja wina”. Skończyła się wojna” ciągnął Mydłek, „Postanowiłem wyjechać z Targówka i podjąłem pracę fizyczną na ziemiach zachodnich w budownictwie. Tam namawiano nas byśmy się uczyli. Zdecydowałem się. Były egzaminy kwalifikacyjne. Otrzymaliśmy temat, co wiemy o Żeromskim. Napisałem o „Ludziach Bezdomnych”. Oceniono, że było to najlepsze wypracowanie. Zacząłem się uczyć. Potem przeniesiono mnie do pracy umysłowej, potem zostałem kierownikiem działu w przedsiębiorstwie, potem przeniesiono mnie do Warszawy, do zjednoczenia, a potem zostałem i jestem wicedyrektorem przedsiębiorstwa takiego i takiego i z tego to właśnie tytułu jestem na tym szkoleniu.” Gratuluję, odpowiedziałem. Ale czemu to jest moja wina? „Tak, twoja, bo gdybyś nie pożyczył mnie tych książek i nie dyskutował ze mną na ich temat, to pewnie nigdy nie przyszłoby mi do głowy, by się uczyć.” Niestety, wkrótce po tym wyjechałem z Polski, by wrócić do niej prawie po 6 latach. Wróciłem już do innego mieszkania, miałem już inny telefon. Telefon do Mydłka gdzieś zgubiłem, a mój był nieaktualny i Mydłka już nigdy nie spotkałem. Tak na prawdę, to szkoda. Nie wiem, czy żyje. Jeśli tak, to pozdrawiam go serdecznie, a jeśli nie to niech mu ziemia lekką będzie i niech przyjmie zamiast kwiatów, mimo wszystko, ciepłe o nim wspomnienie. I choć nie jest to bajka, to i z tego wspomnienia wynikają jak z bajki trzy morały. Pierwszy, że z najgorszego zła może wyrosnąć i dobro. Drugi, że książka to najlepsza żywność, którą spotkałem w ludzkiej podróży.
I trzeci. To morał już ode mnie: Czytajcie, jeśli jesteście młodzi, książki. One może nie zawsze dadzą wam pieniądze, ale podniosą wasz intelekt, szlachetność i dadzą wam wrażliwość na to, co się wokół was dzieje. Posłowie. Opowieść o Mydłku jest prawdziwa. Inne postacie też są prawdziwe, a pseudonim Mydłka został przeze mnie wymyślony. A właśnie o czymś zapomniałem. Leży przede mną skrót sprawozdania Komendy Głównej Policji polskiej, która podaje statystykę przestępstw nieletnich, a mianowicie: w 2009 roku pół miliona osób było objętych zarzutami prokuratorskimi, w tym 51 tysięcy nie skończyło 17-tego roku życia. W 2009 roku nieletni dokonali 14 zabójstw, 137 gwałtów, 8546 kradzieży z włamaniem, ponad 9000 kradzieży i rozbojów, wymuszeń, wyłudzeń pieniędzy od młodszych od siebie. Sprawozdanie podaje, że liczba przestępstw jest wzrastająca. Najmłodsi zaczynają karierę w wieku już sześciu lat. Prawo jest bezsilne, a bandyci są coraz zuchwalsi. Podaje się przykład dwunastoletniego Artura z warszawskiej Pragi Północ, którego już zatrzymano czternaście razy za kradzież kieszonkową od początku roku. Inne dziecko – Tomasz J. pseudonim „Łapa” mając sześć lat trafił do policyjnej kartoteki. Dziś odsiaduje 25 lat więzienia za zabójstwo. Komentarza do tego nie będzie.