Pani Teresa Szejwian: Właśnie, mówię koleżankom, że nieraz się narzeka na komunikację ale… ale ja mówię : posłuchaj , nie wiem , nikt nie chce słyszeć i Ty też – mówię – niedawno mieszkasz w Warszawie. Ale kiedyś tramwaj był niezamykane drzwi. Ja do pracy jeździłam na stopniach. Raz mi rękawiczka spadła , zima , mróz. Zimy były dosyć srogie , nie tak jak teraz – się klimat zmienił i zimy są dosyć łagodne. Także było bardzo trudno. Przy Wileńskim jak wsiedli tam z dworca to ja nie mogłam ręką ruszyć. Nawet nie można było tego ,także wyładowany był strasznie dlatego. Ale chodzi o to , że najgorzej na tych stopniach. Było , tego , że jeden pan przepuszczał panie i zginął , prawda , bo był uprzejmy , tak. A na przykład młodzież. Moja mama zawsze broniła braci , bo jeździli na tych , jak to mówiła „cyckach” buforach. Buforach. No oni tam jeździli na tym , no niestety. To była bardzo trudna jazda. No i ten motorniczy był nieoszklony , prawda , to zima , biało , wiatr , śnieg. No gdzie dzisiejsza komunikacja. No i często były też jak ja już pracowałam awarie prądu. Teraz się tak nie zdarza , jakoś jest opanowane, prawda, no jest jakiś wypadek, coś innego. Ale wtedy po prostu nie było prądu i cały sznur tramwai stał , jak człowiek jechał do pracy. A wtedy nie ma się w co przesiąść, tak ? To było bardzo trudna sytuacja.