This is additional content area. Learn more
Zofia Loretz-Portych: To znaczy według mnie Brzeska, Ząbkowska, tam bym nigdy nie pojechała wieczorową porą. To zaczęłam mówić, że mi się zdarzyła taka sytuacja. Miałam wezwanie na Brzeską w trzecim podwórku gdzieś tam na piętro, bo to takie oficyny było, przechodziło się z jednego pod bramę, jedno podwórko, z tych bram wejścia na klatki, drugie podwórko, trzecie podwórko. No i wchodziłam z tym, z kierowcą, on niósł tą torbę lekarską z lekami. Wchodzimy, a ja w takiej fufajce, bo to wtedy w pogotowiu na Skoczylasa żeśmy dyżurowali, bo na Dąbrowszczaków jeszcze nie zorganizowali tej nocnej pomocy lekarskiej. No i ja miałam fartuch, ale na to taką kurtkę na kożuchu, taką z jakiegoś drelichu, z czegoś, taką pogotowiarską. No i pamiętam jak ta koleżanka, która pracowała u nas, a miała w rejonie, kiedyś pracowała na Jagiellońskiej i w jej rejonie była Brzeska, Ząbkowska, jakieś te dalsze ulice – Wiosenna i te takie szemrane, już nawet nie pamiętam tych wszystkich nazw. I ona mówi: „Wiesz, ale tam jest taki duży szacunek dla lekarza”. No więc wchodzimy z tym kierowcą, jesteśmy w pierwszym podwórku, już mamy przejść w tą cieśń do drugiego podwórka, a tu w drzwiach klatki widzimy taki błysk papierosa. No i: „Kto idzie?”, kierowca mówi: „Ja się zmywam. Stawiam torbę i się zmywam”, a ja mówię: No to pójdą za panem. Ja mówię: Niech pan idzie ze mną, bo ja się boję. No ale jestem blisko, bo ten stoi tutaj. Więc przyszło mi do głowy, że jak szanują lekarza to muszą wiedzieć, że jestem lekarzem, no więc puszczam tą fufajkę i… oczywiście nawet przy takim słabym oświetleniu widać, że jest biały fartuch. No więc tam dalej, z dalszej części podwórka się odzywa: „No i kto idzie?” tam do tego jakoś po imieniu mu powiedział, mówi: „To doktórka, puśćcie ją”. Ale jeszcze wypytali: „A do kogo? A na które piętro”, ponieważ zgadzało się, bo widocznie wiedzieli, że choruje no to poszłam i już jak wracałam żadnego nie było, nie było żadnych nieporozumień. „Puśćcie to doktórka”. No ale trochę przyznam, że serce mi do gardła wlazło. Bo to taki, nawet zdawało mi się, że jak on tak sięgnął tego papierosa to i taki błysk noża, ale nie jestem pewna na 100 procent, ale takie miałam wrażenie. Ale może to tylko wrażenie. W każdym razie miła dzielnica to nie jest. Siostra szła kiedyś tam Targową, tak gdzieś na poziomie tego PKO, tam gdzieś kiedyś Oaza czy coś tam było i szła z mężem, tylko ktoś tam między nich wlazł, także odsunął od niej, a ona nosi na stałe złoty łańcuszek z medalikiem. No i jechało dwóch na rowerze i ona mówi: „Czułam, że on mnie szarpnie”, i trzymała tak tu rękę. Szarpnął jej, zerwał, ale w jej rękę to spadło. Także tak skręcił, niewiele brakowało, a by się przewróciła, ona taka korpulentna, ale szarpnął, tak że zostało nawet takie tutaj naddrapane tym łańcuszkiem.
